Jeziora są krótkotrwałym (w skali geologicznej) elementem krajobrazu, tylko nieliczne głębokie jeziora sięgają swym wiekiem trzeciorzędu (Bajkał - 20-30 mln lat). W klimacie suchym jeziora wysychają, a w klimacie wilgotnym ulegają zasypywaniu i zarastaniu roślinnością wodną, przekształcając się w bagna.

Bagna i jeziora są naturalnymi zbiornikami wodnymi gromadzącymi wody wtedy, gdy jest ich nadmiar, i oddającymi je w okresach bezopadowych. Regulują więc przepływ rzek i wyrównują go w czasie. Zapobiegają ponadto powodziom i nadmiernemu obniżeniu stanu wód w okresach suszy, co podnosi znaczenie rzek z nich wypływających. Duża powierzchnia wodna sprawia, że klimat pojezierzy jest wilgotniejszy niż na obszarach z nim sąsiadujących. Tworzą one swoiste ekosystemy z bogatą florą i fauną wodną.
Największe i najgłębsze są jeziora pochodzenia tektonicznego. Jest w nich zgromadzonych ponad 95% zasobów wód jeziornych. Wypełniają zagłębienie powstałe w wyniku ruchów tektonicznych. Największym pod względem powierzchni i zasobów jest Morze Kaspijskie (jest to jezioro słone). Najniżej (około 400 m p.p.m.) położone jest lustro wody słonego Morza Martwego, najgłębiej - dno jeziora Bajkał (1620 m poniżej lustra wody i 1160 m p.p.m.), które jest również jeziorem gromadzącym najwięcej w świecie słodkiej wody - 23 tys. km³ (~20% zasobów światowych). Jednym z najwyżej położonych dużych jezior jest Titicaca w Andach (3812 m n.p.m.). Najliczniejsze są jeziora polodowcowe. Występują zarówno w górach, np. w Tatrach, jak i na nizinach, gdzie tworzą duże skupiska zwane pojezierzami.
Jezioro - naturalny śródlądowy zbiornik wodny, którego występowanie uwarunkowane jest istnieniem zagłębienia (misy jeziornej), w którym mogą gromadzić się wody powierzchniowe, oraz zasilaniem przewyższającym straty wody wskutek parowania lub odpływu. Większość jezior występuje na obszarach zajmowanych niegdyś przez lodowiec. Woda z topniejącego lodowca wypełniała doliny i tworzyła jeziora. Powstanie mis jeziornych wiąże się przede wszystkim z procesami geologicznymi. Zasilanie zależy natomiast przede wszystkim od warunków klimatycznych. Jezioro różni się od stawu występowaniem strefy afotycznej - światło nie dociera do dna, uniemożliwiając tam rozwój roślinności.
Morze przybrzeżne - akwen oceaniczny w pobliżu kontynentu, odcięty od otwartego oceanu łańcuchem wysp[1].

Przykłady mórz przybrzeżnych to Morze Japońskie i Morze Ochockie[1].

Istnieje także szersza definicja, w myśl której morze przybrzeżne to morze położone przy brzegu kontynentu, mające swobodną wymianę wod z oceanem[2]. Morze takie jest oddzielone od oceanu przez łańcuch wysp, podwodny grzbiet (próg podmorski) lub nieoddzielone w żaden sposób, a wyróżnione jedynie dlatego, że tworzy rozległą zatokę morską[3]. Definicja taka obejmuje zatem również morza otwarte.
Morze (odgłosy morza i) - naturalny zbiornik wodny, część oceanu, mniej lub bardziej wyraźnie oddzielona od pozostałych jego części brzegami kontynentu, wyspami lub wzniesieniem dna. Ze względu na utrudnioną wymianę wód morza charakteryzują się indywidualnymi cechami, zbiór tych cech nazywa się ustrojem hydrologicznym[1].

Ogólna powierzchnia mórz na Ziemi wynosi ok. 40 mln km² (co stanowi ok. 11% powierzchni oceanu światowego), liczba mórz na świecie wynosi 71 (nie licząc Morza Kaspijskiego i Morza Martwego, które są jeziorami słonymi)[potrzebny przypis].

Tradycyjnie nazywane morzami duże słone jeziora, takie jak Morze Kaspijskie lub Morze Martwe faktycznie nie są morzami, ponieważ nie posiadają połączenia ze światowym wszechoceanem[2].
Powiedziałam, że szantymen nierzadko śpiewał o przyjemnościach portowego życia… Patrząc na krótki opis portu powyżej i tego, co się w nim działo, od razu nasuwa się pytanie: czy szanty były nieprzyzwoite? Czy ich język był plugawy? Na ogół wszyscy eksperci przyznają, że praktycznie każda szanta miała swoją dirty version (brudną, lubieżną wersję). Takie teksty rozładowywały napięcie, zwłaszcza w trudnych warunkach i niebezpieczeństwie. Zrozumiałe jest również, że brak kobiecego towarzystwa w rejsowym życiu sprawiał, że wyobraźnia załogi zwracała się w tym kierunku. Ciekawe jest to, że szantowe obscena nie były dosłowne, lecz prawie zawsze kamuflowano je zręcznymi dwuznacznikami, grą słów i aluzją, pełną żartobliwej, żeglarskiej terminologii. Domyślajcie się sami co znaczyła: „okrągła rufa”, „trzęsły jej się topsle”, „zdjąłem z niej żagle”, „napęczniał mi maszt”. Ten typ aluzji był szczególnie ceniony przez załogę. Dwuznaczny repertuar zakazany był jednak na statkach pasażerskich i kapitanowie w tym względzie byli bezlitośni. Jeśli już śpiewano takie teksty, to rzadko w refrenach, ponieważ były zbyt głośne i broń Boże kapitan by usłyszał. Jedynie w solówkach szantymen folgował swemu językowi ku uciesze całej pracującej załogi.
Życie zwykłego marynarza wcale nie było takie łatwe, proste i przyjemne jakby się wydawało. Dla rąk i grzbietu praca na pokładzie była bardzo ciężka i niebezpieczna. Jednak gdy taki człowiek stał się już wilkiem morskim, a do tego z jego ust wyrywały się pierwsze słowa szanty, które przewodziły pokładowej robocie „był wart dziecięciu ludzi przy linie”. Taką osobę wymieniano między sobą. Szantymen otrzymywał nawet wyższe wynagrodzenie niż zwykły marynarz i nie pracował tak ciężko jak reszta załogi. Było więc to zajęcie w dużym stopniu specjalistyczne i nie każdy się do tego nadawał. Z czasem gdy żaglowce urosły, a załogi zmalały, specjalna funkcja szantymena zanikła, a został tylko jego śpiew. Pracował jak każdy na pokładzie, czasami przy lżejszych pracach żeby nie zabrakło mu tchu śpiewając podczas wysiłku. Szantymen był doświadczonym żeglarzem, musiał doskonale wiedzieć - co, jak i w jakiej kolejności zrobić a także jak przy tym rytmicznie zaśpiewać. Pokładowym „zapiewajłą” zostawał każdy, kto zdaniem załogi i oficera nadawał się do tej roli. Kryteria i zwyczaje w tym względzie zmieniały się, bo różne były statki i załogi, ale cechy dobrego szantymena pozostawały niezmienne. Żeglarskie doświadczenie, wiedza, uznanie w oczach załogi i „tych z rufy” oraz silny wibrujący głos. Załoga musiała słyszeć szantymena nawet w wichrze i sztormie. Musiał też mieć dobrą pamięć by nie było monotonni podczas śpiewania, dzięki czemu zdobywał uznanie w oczach załogi. Równie ważna była umiejętność improwizacji i poczucie humoru. No, a jeśli poza tym szantymen dobrze śpiewał - był przypadkiem idealnym.
Praca na pokładzie wielkich żaglowców była zajęciem pasjonującym i malowniczym, jak również trudnym i bardzo niebezpiecznym. Znane dzisiaj powiedzenie „jedna ręka dla siebie, druga dla jachtu” nie znajdowało najmniejszego potwierdzenia na żaglowcach. Jednym z najtrudniejszych zadań dla załogi była praca przy żaglach taka jak refowanie, zwijanie czy ich zmienianie. Wszystkie te czynności odbywały się na dużej wysokości i bardzo często w złych warunkach atmosferycznych. Dodajmy jeszcze, że działo się to podczas płynięcia, więc żaglowiec był w ciągłym ruchu. Nie będę opisywać, na czym dokładnie polegały te zajęcia, ale tchnę w ten opis trochę dynamiki. , Przenieśmy się w rzeczywiste warunki pokładu, w nocną zawieję, na rozbujany zimnym sztormem wielki żaglowiec… Wysoko na reji, kilkadziesiąt metrów nad pokładem kilkunastu ludzi walczy z żaglem, zwijają go. Nie jest to łatwe, gdyż żagiel jest wypełniony wiatrem, a statek idzie w przechyle. Marynarze biją gołymi rękami w płótno, aby rozgrzać zamarznięte palce. Nie mają rękawic, gdyż to osłabia chwyt, a upadek z tej wysokości to pewna śmierć. Wszyscy jednocześnie łapią sztywne i zamrożone płótno by przyciągnąć je pod siebie, pod brzuch. Po chwili znowu to samo i znowu aż zwiną cały żagiel. Przy takiej robocie nie było pasów bezpieczeństwa. Marynarze będąc na wyciągnięcie ramion od siebie nie widzieli się wzajemnie. Nietrudno wywnioskować, że chyba nigdzie indziej przydatność szanty, jako pieśni pracy nie była tak widoczna, jak tam w górze. Ludzie rzeczywiście musieli śpiewać, aby uporać się z tą robotą.
Dzisiaj gra się i śpiewa bardzo wiele muzycznych wersji typowych szant, nawet wersji tanecznych. Są one lekkie, wygładzone i bardzo przyjemne dla ucha. Trzeba jednak pamiętać, że to zawsze będą przeróbki. Inaczej mówiąc, jeżeli w pieśni nie czuje się pokładowej roboty, szanta nie będzie szantą. Ów nastrój pracy, szantymen tworzył głównie poprzez odpowiednio akcentowane sylaby refrenu, na które pracujący ludzie pchali, ciągnęli, pompowali, wybierali itd. A także przez odpowiednio śpiewane solówki, które mobilizowały do wysiłku. Podsumowując to jednym zdaniem, można przytoczyć angielski powiedzenie „Słuchając dobrej szanty - a więc dobrze zaśpiewanej - ręce same powinny szukać liny”.
Słowa szant są zwykle bardzo proste. Można nawet powiedzieć, że miejscami wręcz prymitywne. Jednak ich surowość nie jest pozbawiona wdzięku. Nie spotkamy się tu raczej z poezją, a jeśli nawet, to jest to poezja myśli a nie frazy czy stylu. Język szant jest prosty i oszczędny. Jest taki, jak ludzie, którzy nim mówili. Kiedy wielkie żaglowce zniknęły z oceanów, wyparte przez parę, zniknęły również szanty Pieśń pracy nie była już na morzu potrzebna. Dopiero na początku naszego wieku kolekcjonerzy i miłośnicy morskiego folkloru zaczęli ratować od zapomnienia szantową sztukę. Dzięki szantom poznajemy specyficzny świat muzyki dawnych pokładów. Poznajemy historię tamtych ludzi i czasów. Dowiadujemy się o ich pracy, ale także o miłości i nienawiści, cierpieniach, chwilach radości i smutku. Poznajemy ich język, ubiór, zwyczaje i tradycje, jak się bawili, wypoczywali, jak walczyli a nawet jak umierali. Szanty zabierają nas w podróż, w inny, nienznany nam świat. Pozwalają pracować na wielkich żaglowcach, żeglować po morzach i oceanach, a także dobijać do nieistniejących już portów.
Szanty, jako marynarskie pieśni pracy rozwinęły się z bardzo pragmatycznych powodów. Z przyczyn ekonomicznych z biegiem lat rosły żaglowce i malały załogi, natomiast ciężka praca pozostawała niezmienna. Rytm tego ogromnego wysiłku fizycznego dla rąk i grzbietu wyznaczała szanta. Bez niej praktycznie „nie szła” żadna ciężka robota na pokładzie. Źródłem szant w większości były pieśni lądowe, bo nikt, kto nie musiał, nie szukał chleba na morzu. Tylko dla ubogich była to jakaś perspektywa. Dlatego też ta najtańsza siła robocza - chłopcy, z Irlandii, Anglii, Skandynawowie, Niemcy, Francuzi - szukając pracy, wchodzili na pokład i przynosili ze sobą piosenki i przyśpiewki wiejskie, piosenki góralskie, wojskowe, operetkowe arie, na kołysankach dziecięcych i kolędach kończąc. Wszystkie te melodie wpadały w ucho szantymena, który tworzył z tych elementów szantę - marynarską zespołową pieśń pracy.
Mówiło się kiedyś, że „prawdziwy żeglarz nie brał liny do ręki bez pieśni”. Nie chodziło tutaj oczywiście o popisy wokalne. Marynarz śpiewał z bardzo praktycznych powodów: aby wyznaczyć rytm pracy i ulżyć sobie w robocie, przekląć twardą służbę i uradować duszę. W żadnej muzyce o podłożu ludowym nie ma takiej rozmaitości motywów, rytmów, oryginalnych brzmień, takiej mnogości wątków i nastrojów, jak w szantach. Minimalny skład grupy szantowej to trzy (rzadziej cztery) głosy. Głos pierwszy to główna linia melodyczna - szantymen i dwu-, trzyosobowy chór. Chociaż szanty śpiewało się prawie zawsze a capella, muzykę na dawnych pokładach tworzyły również instrumenty - niektóre prawie nieznane w Polsce, takie jak drumla, kości, flażolet czy koncertina. Istotnym elementem dawnego, marynarskiego folkloru jest matelot. Taniec żeglarski opisany w literaturze ponad sto pięćdziesiąt lat temu.
W sercu Mazur - Mikołajkach, w samym środku wakacji rozbrzmiewają pieśni i piosenki spod znaku słońca, wiatru i przygody. Wszystko za sprawą Mikołajki szanty Festiwal. Na scenie zlokalizowanej na barce przycumowanej do Wioski Żeglarskiej w Mikołajkach występują legendy polskich szant oraz obiecujący młodzi wykonawcy pieśni i piosenek żeglarskich. Impreza odbywa się w ostatni weekend lipca. Każdego roku pod innym hasłem, które jest mottem przewodnim konkursu na najlepszą piosenkę premierową - ocenianego przez festiwalowe jury. Podczas 3 festiwalowych dni, na terenie Wioski Żeglarskiej w Mikołajkach organizowane są liczne atrakcje dla dużych i małych żeglarzy. Organizatorem imprezy jest Wioska Żeglarska Mikołajki oraz obejmujący przedsięwzięcie swoim Patronatem - Burmistrz Miasta Mikołajki.
Polska jest od przełomu lat 70. i 80. XX wieku jednym z czołowych krajów na świecie, jeśli chodzi o szanty w ich najszerszym znaczeniu. Polscy żeglarze w zagranicznych portach imponują żeglarzom z innych krajów bogactwem repertuarowym, a liczba odbywających się w Polsce co roku festiwali szantowych jest bliska setki. Na uwagę zasługuje m.in. udokumentowane ponad 200 zwrotek do Morskich opowieści, ale również wiele tłumaczeń oryginalnych szant obcojęzycznych. Dorobek polskich współczesnych „szantymenów” objawia się również upowszechnianiem się polskich piosenek również wśród międzynarodowej braci żeglarskiej.

Polskim wynalazkiem jest szanta dziecięca, czyli piosenki o żeglarstwie pisane specjalnie dla młodych wykonawców lub kierowane do najmłodszej części widowni. Z kolei szanty babskie to pieśni śpiewane wyłącznie przez wykonawczynie. Ich tematyka mówi nie tylko o samym uprawianiu żeglarstwa, ale i o tęsknocie kobiety czekającej na powrót ukochanego z rejsu.

Opis tego, czym były szanty, można znaleźć w książce Marka Szurawskiego „Szanty i szantymeni - Ludzie i pieśni dawnego pokładu”, która nazywana jest w skrócie „Biblią Szurawskiego”. Zawiera ona nie tylko historię szant, ale także dokładne opisy sposobów ich wykonywania.
Oprócz szant śpiewano także inne pieśni zwane pieśniami kubryku. Te były balladami śpiewanymi i słuchanymi w spokoju w wolnych chwilach od pracy, głównie w czasie pobytów w portach. Istnieją także pieśni z mesy - śpiewane przez oficerów.

W najściślejszym znaczeniu szanty to pieśni pomagające w pracy, w nieco luźniejszym za szanty uważane są wszystkie historyczne pieśni żeglarskie z minionych epok. Dziś szantami nazywa się także - co budzi ostry sprzeciw tradycjonalistów - ogół pieśni i piosenek o tematyce żeglarskiej, włączając w to współczesną poetycką balladę marynistyczną oraz dzisiejsze piosenki żeglarskie, stąd też dla szanty w jej najbardziej dosłownym, pierwotnym znaczeniu ukuto termin szanta klasyczna.
W zależności od pracy szanty posiadały swoje specyficzne tempa, podziały rytmiczne i akcenty. Inne szanty były śpiewane, w trakcie rwania kotwicy, inne podczas wciągania żagli krótkimi szarpnięciami lin, inne podczas pracy przy pompach lub podczas załadunku towarów. Dlatego wyróżnia się takie szanty jak: fałowe, kabestanowe, kotwiczne czy pompowe. Liczba zwrotek, a czasami także długość wersów, regulowana była czasem trwania czynności, co w prosty sposób przekładało się na długość lin i inne parametry techniczne danej jednostki pływającej. Dlatego szanty zmieniały się przy przechodzeniu załóg z żaglowca na inny, wzbogacając się o kolejne zwrotki lub ubożejąc.

Cechą charakterystyczną tekstów szant była ich sprośność, a imiona kobiet, najczęściej tych wprost z portu i okalających go dzielnic, nadawano np. szczególnie ciężkim przedmiotom, które trzeba było ruszyć, stąd do szant wkradały się refreny w stylu „mała Sally, ciągnij ją”. Ponadto wiele szant zostało „zmarynizowanych”, wchodząc na pokład z pieśniami innych grup zawodowych, np. górników lub rwaczy bawełny. Jedynym miejscem, gdzie praca odbywała się w ciszy, były okręty wojenne.
Szanty - XVIII- i XIX-wieczne pieśni pracy uprawiane na żaglowcach. Wykonywane były podczas pracy w celu synchronizacji czynności wykonywanych przez grupy żeglarzy, stosowane wtedy, gdy na dany znak trzeba było jednocześnie użyć dużej siły wielu osób, lub pomagały w wykonywaniu długich i monotonnych, ale rytmicznych czynności. Śpiewali je sami wykonujący pracę, a jeśli była taka potrzeba - ton nadawał szantymen, a odpowiadał chór pracujących. Śpiewane były z reguły a cappella lub z towarzyszeniem prostych instrumentów prowadzącego szantymena.
baner radia szanty
stopka radia szanty ryn
WYSIWYG Web Builder
Darmowy audyt strony

Szanty XVIII i XIX wieczne pieśni pracy uprawiane na żaglowcach. Wykonywane były podczas pracy w celu synchronizacji czynności wykonywanych przez grupy żeglarzy, stosowane wtedy, gdy na dany znak trzeba było jednocześnie użyć dużej siły wielu osób, lub pomagały w wykonywaniu długich i monotonnych, ale rytmicznych czynności. Śpiewali je sami wykonujący pracę, a jeśli była taka potrzeba – ton nadawał szantymen, a odpowiadał chór pracujących. Śpiewane były z reguły a cappella lub z towarzyszeniem prostych instrumentów prowadzącego szantymena.

+1
°
C
H: +
L: 0°
Giżycko
Środa, 29 Styczeń
Prognoza 7-dniowa
Czw Pt So Nie Pn Wt
+ + + +7° + +
+ + + + + +
reklama spreaker
logo radia szanty
obraz radia ryn
pełne morze
obraz żaglówek w radio ryn
baner reklamowy radia ryn
hosting 24tm.pl
centova cast radia ryn szanty
marynarka wojenna ryn
marynarz naszej floty
pani marynarz
para marynarzy
panel admin radia ryn szanty
animacja żaglówka w radi ry szanty
www.000webhost.com